Mazury zwane także Pojezierzem Mazurskim albo Krainą Tysiąca Jezior. Ta część Polski ma swoje miejsce w mojej pamięci. Można powiedzieć, że prawie całe Mazury, a na pewno jego główne szlaki, znam od strony „wody”.
A było to tak.
Dawno, dawno, dawno temu w odległej galaktyce.
No dobra, nie do końca tak, choć patrząc ile to już lat upłynęło to tak, było to w odległej galaktyce.
Trzeba się cofnąć blisko pięćdziesiąt lat.
Tata pracował w zakładzie Niewiadów. Na tamten czas (miedzy 1984 a 1992) zakład w swoich strukturach posiadał działający jachtklub. Jachty były wykorzystywane rekreacyjnie na Zalewie Sulejowskim. Były tam Oriony, Omegi, O’Day 23.
Zakład miał tam sezonowy ośrodek wypoczynkowy.
Pracownicy z rodzinami najpierw spędzali tam weekendy, a potem już pełne regularne swoje urlopy.
Zakład miał jeszcze jeden ośrodek — w Ustce. Ten działa do dziś pod tą samą nazwą: Niewiadów ośrodek wypoczynkowy.
Jednak wróćmy do sprzętu wodnego na zalewie.
Na wyposażeniu było:
– Orion stary
– Orion (nowy) – w późniejszym terminie
– Omega drewniana – 2 sztuki
– Omega (nowa) – w późniejszym terminie
– O’Day 23
– kajaki
– optymistka
To tam stawiałem swoje pierwsze kroki w żeglarstwie.
W 1984 zakład w Niewiadowie kończył produkcję Mewy.
Z tej okazji zostały zorganizowane regaty.
Razem z tatą jako sternikiem (ja robiłem za załogę) zajęliśmy pierwsze miejsce.
Gdzieś w czeluściach domu rodzinnego jest puchar. Dyplom pewnie też gdzieś jest.
Żeglarstwo we mnie i w bracie tata zaszczepiła właśnie tam.
Pierwsze kroki stawialiśmy na optymistce. Dość szybko przesiedliśmy się na Oriona i O’Day 23. Omega przyszła zdecydowanie później.
A gdzie te mazury?
Odległość od zalewu do Giżycka (umowny środek mazur na potrzeby tego tekstu) to mniej więcej 300 km.
Ktoś z jachtklubu jednak wpadł na pomysł, aby jeden z jachtów został zabrany na Mazury i tam żeglarze z rodzinami mogli spędzać swój urlop. I tak powstał wakacyjny czas na mazurach.
Tak zaczęliśmy dzielić czas w wakacje miedzy: trzy tygodnie na mazurach, trzy tygodnie koloni nad morzem, czas w ośrodku nad zalewem.
W roku 1984 – na mazury pojechał — Orion (stary) z silnikiem D25
W roku 1985 – na mazurach był Orion (nowy) oraz O’Day 23. Oba z silnikami Wietierok (wersja 8 KM)
W roku 1986 i później — już tylko O’Day 23.
Z perspektywy czasu myślę, że, dlatego że był bardzo wygodnym i jak na tamten czas — nowoczesnym jachtem. I co w rejsach rodzinnych — bardzo bezpiecznym. Choć nie pozbawionym wad pływania turystycznego.
I tak przez kilka lat spędzaliśmy 3 tygodnie na jachcie pływając po szlakach.
Zwiedzaliśmy te same miejsca, a i tak za każdym razem odkrywając coś nowego.
Wtedy mazury jeszcze nie były skomercjalizowane. Było bardzo dużo miejsc, gdzie można było się zatrzymać, nabrać wody, czy nawet wyskoczyć „na miasto” po zakupy. Ludzie byli jacyś tacy — bardziej nastawieni przyjaźniej do otaczającego nas krajobrazu.
I co chyba najważniejsze — mam wrażenie, że było czyściej.
Od tamtego czasu byłem kilka razy na mazurach. Dwa razy nawet udało się „wyjść na wodę”.
Jednak to już nie to samo.
Mimo wszystko, mazury mają swoje miejsce w mojej pamięci. I gdzieś tę nutkę sentymentu, może nawet tęsknoty.