Meleksy

Meleksy

W ostatnim czasie udało nam się odwiedzić kilka nadmorskich miejscowości. Byliśmy w Ustce, na Helu, we Władysławowie, w Krynicy Morskiej, Pobierowie i Łebie. Każdy z tych wyjazdów miał swój klimat, inne atrakcje i nieco inny charakter. Jednak niezależnie od tego, gdzie trafialiśmy, było coś, co rzucało się w oczy niemal od razu. Meleksy.

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku lat stały się one nieodłącznym elementem polskich kurortów. Spotkać je można dosłownie na każdym kroku – przy dworcach, parkingach, promenadach, plażach czy głównych ulicach. Dla wielu turystów są wygodnym sposobem na szybkie przemieszczanie się, zwłaszcza gdy do przejścia jest kilka kilometrów albo podróżuje się z dziećmi czy osobami starszymi.

Nie mam nic przeciwko samym meleksom. Rozumiem, że odgrywają swoją rolę i dla części osób są naprawdę dużym ułatwieniem. Problem zaczyna się jednak gdzie indziej.

To, co najbardziej zwróciło moją uwagę podczas tych wyjazdów, to sposób, w jaki są reklamowane. Bardzo często kierowcy niemal zaczepiają przechodniów, nawołują, zatrzymują się tuż obok i zachęcają do skorzystania z przejazdu. Czasami wystarczy zwykłe „nie, dziękuję”, ale zdarzają się sytuacje, w których trzeba odmówić kilka razy. Bywa to męczące, szczególnie kiedy chce się po prostu spokojnie spacerować promenadą i cieszyć się urlopem.

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kierowców. Wielu z nich zachowuje się bardzo profesjonalnie i nie jest w żaden sposób nachalnych. Niestety, wystarczy kilka bardziej agresywnych przypadków, aby pozostawić niezbyt dobre wrażenie. Po kilku dniach człowiek zaczyna odruchowo omijać wzrokiem kolejne meleksy, żeby tylko uniknąć kolejnej próby przekonania go do przejazdu.

Sam jestem kierowcą z całkiem sporym bagażem doświadczeń za kierownicą. Lubię prowadzić samochód i sprawia mi to zwyczajnie przyjemność. Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy jest to krótka wycieczka za miasto, czy kilkusetkilometrowa podróż przez Polskę. Tak samo chętnie jadę w miejsca, które doskonale znam, jak i tam, gdzie będę po raz pierwszy.

Może właśnie dlatego trochę inaczej patrzę na transport w miejscowościach turystycznych. Dla mnie sama podróż jest częścią całego wyjazdu. Lubię dojechać na miejsce własnym samochodem, zaparkować i później poznawać okolicę pieszo. Dzięki temu można zauważyć więcej szczegółów, zatrzymać się tam, gdzie akurat ma się ochotę, i poczuć atmosferę danego miejsca. Dlatego wszechobecność meleksów zupełnie mi nie przeszkadza. Chciałbym jedynie, aby korzystanie z ich usług było wyborem turysty, a nie efektem ciągłego nagabywania podczas spaceru.