Po zameldowaniu się poszliśmy najpierw na basen. Strefa basenowa bardzo przyjemnie zrelaksowała nas.
Po basenie poszliśmy na kolację, gdzie nie było zaskoczenia — było smacznie, do wyboru i koloru.
Po dobrej kolacji wykorzystaliśmy jeszcze koniec dnia na spacer nad morze.
Jednak pogoda nie była zbyt łaskawa — dużo chmur, dość chłodno (mimo że w ciągu dnia w trasie temperatura sięgała nawet +28), to wiatr od morza potęgował uczucie chłodu.
Mimo wszystko jednak, widząc kaczkę siegam po aparat. Pierwsze wrażenie — że obok niej ktoś został worek na śmieci. Jego ruch założyliśmy, że jest od wiejącego wiatru. Dopiero po bliższym podejściu zobaczyliśmy, że to nie worek a maluchy.
Delikatnie i powoli zbliżałem się z aparatem, aby nie budzić w nich popłochu, i móc zrobić może jakieś ciekawe zdjęcia.
Nie do końca się to udało — to nie wiewiórki, które są ciekawskie. Małe kaczki, jak i ich mama uciekały.
Jednak zanim uciekły godnie zapozowały do kilku zdjęć.
Z racji dość późnej pory dnia i małej ilości światła coś tam udało się zrobić.






















