Podobnie jak wczoraj obudziłem się dość wcześnie. Karolina jeszcze dosypiała. A ja w tym czasie przeglądałem zdjęcia z Morskiego Oka. W sumie poranek to nic ciekawego — prysznic, ogarnąć się i iść na śniadanie.
A i sprawdziłem kamerę: https://kolej-kasprowy.webcamera.pl/
Widząc tam już dość sporą kolejkę o 7:30 nie widziałem sensu, aby podejmować ryzyko wycieczki w tamtą stronę.
Poszliśmy na śniadanie. Gdzieś między porcją jajecznicy (swoją drogą bardzo dobrej) a świeżym ciemnym pieczywem z wędlina Karolina rzuciła pomyśl, że jeśli nie Kasprowy Wierch to może Dolina Kościeliska?.
Nazwa jest mi znana, jednak nic więcej o tym miejscu nie widziałem.
Przy kawie zapadła decyzja — wracamy do pokoju i robimy rozeznanie jak ten temat ogarnąć. Czemu tak? Bo z laptopa zdecydowanie łatwiej mi się pewne rzeczy planuje.
W pokoju zasiadam do laptopa i sprawdzam gdzie to jest.
Okazuje się, że to jest dosłownie kawałek od nas.
Czas dojazdu? Mieści się w granicach około 45″ — biorąc pod uwagę, że musimy dojechać do Zakopanego, przejechać go, dojechać do miejscowości Kiry Kościelisko, znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu i wejść na szlak.
No to co?
Pakujemy się, zbieramy i jedziemy.
Tutaj nie musieliśmy brać ciepłych rzeczy — bo pogoda rano już była świetna. Słoneczko, nawet ciepło.
Można powiedzieć, wymarzona na spacer.
Droga tak jak myślałem i tak jak pokazywała mapa — trochę korka, trochę w miarę sprawnego przemieszczania się. Przy samym wejściu na szlak — lekkie spowolnienie — nie dramatyczne, tylko delikatne. Szybko znaleźliśmy miejsce do zaparkowania. Zmiana butów i idziemy w kierunku wejścia na szlak.
Zakup biletów online chwile zajmuje z racji problemów z siecią komórkową.
Po uporaniu się i pomyślnym przejściu weryfikacji — ruszamy szutrową szeroką aleją w kierunku doliny.
W zasadzie od samego początku idziemy Doliną Kościeliską. Kierujemy się w kierunku schroniska na Hali Ornak.
Całą drogę towarzyszył nam Potok Kościeliski. Raz jednej, raz z drugiej strony.
Początek drogi przez las, potem wyjście na dość otwartą część doliny.
Dopiero po około kilometrze, może nawet ponad dolina zaczyna się zwężać.
Zbocza pojawiają się coraz bliżej — można by powiedzieć, że na wyciągnięcie ręki.
W teorii powinniśmy dojść do schroniska.
Nie udaje się nam.
Brakło nam trochę czasu.
Dużo razy się zatrzymywaliśmy na zdjęcia, aby zobaczyć, to co nas interesuje.
I niestety też odezwała się mała kontuzja Karoliny, która nam trochę popsuła powrót.
Jednak główny powód to fakt, że musieliśmy wrócić na konkretną godzinę do hotelu — Karolina miała ustawiony masaż na daną godzinę.
Mimo wszystko — nie żałujemy — miejsce bardzo klimatyczne, fajne do chodzenia. Mimo dość sporej ilości turystów — bo pogoda dopisała i było bardzo przyjemnie — to dało się w miarę sprawnie poruszać.
Zdjęcia nie oddają do końca tego co widzieliśmy
Wracamy do samochodu i udajemy się w drogę powrotną.
Zostawiając za sobą Tatry. Choć nie do końca. One towarzyszą nam przez cały czas.
Zatrzymujemy się jeszcze po drodze na małe zakupy.
W czasie kiedy Karolina idzie na masaż — ja wyciągam drona.
Zawczasu sprawdziłem, czy nie ma przeciwwskazań — brak strefy i wiatr.
Tutaj wszystko grało — choć bliskość TPN odgraniczała loty w kierunku Tatr.
Jednak coś się udało zrobić z samego drona i tak wygląda Bukowina Tatrzańska z lotu
Jednak cel lotów był inny — nie tylko sama Bukowina, ale Tatry. To, co widzieliśmy wczoraj i dziś z bliska.
Po powrocie do pokoju przez balkon zobaczyłem to, co widziałem z góry.
I na szybko jeszcze strzeliłem parę zdjęć z Nikona.
Nasyciwszy się robieniem zdjęc zszedlem na poziom 0 gdzie razem z Karolina poszlismy na kolacje.
Po kolacji, która po raz kolejny nas nie zawiodła, poszliśmy na basen.
I tak samo, jak dzień wcześniej ciepła woda i bąbelki pozwoliły na odprężenie się po całym dniu wrażeń.
Dzień kończymy mając ponad 20 tys. kroków w nogach.





















































































































































































































