Wyjazd w góry — Dzień 3 – Morskie Oko

Wyjazd w góry — Dzień 3 – Morskie Oko

Obudziłem się przed budzikiem. Jakoś zawsze tak mam, że budzę się przed nim. Zwłaszcza przed jakimiś akcjami typu wyjazd, wycieczka, coś w tym stylu.
Na śniadanie zeszliśmy na 7:30 z nadzieją, że będzie pusto.
No i się zdziwiliśmy.
Na ten sam pomysł wpadło dość sporo osób.
Mimo tego udało się nam jednak spokojnie zjeść bardzo dobre śniadanie.
Wróciliśmy do pokoju, przebraliśmy się, spakowaliśmy się i ruszyliśmy autem na parking przy Palenicy Białczańskiej.

Na parkingu meldujemy się o 9 rano.
Parking w 2/3 pusty. Sądziliśmy, że będzie bardzo dużo miejsc zajętych.
A tu zaskoczenie. Bo nie.
Może dlatego, że był to piątek?
Może dlatego, że pogoda nie była za specjalna?
Dywagując nad tym szybka zmiana butów na trekingowe, plecaki na ramiona i poszliśmy przejść przez bramki.
Wcześniejszy zakup biletów do TPN pozwolił nam ominąć kolejkę — w sumie całe może 10-12 osób stało do kasy.

Po przejściu bramek rozpoczęliśmy naszą pieszą wędrówkę do Morskiego Oka.

Blisko 20 lat temu byliśmy tutaj z Piotrkiem i Marzeną.
I coś tam z tego wypadu jeszcze pamiętałem.
Jednak nasze zaskoczenie było duże bo droga wyglądała jak autostrada.
Równa, bez kamieni, szutrów, korzeni czy tego typu różnych atrakcji.

Szliśmy swoim tempem. Nie spieszyliśmy się. Wiedzieliśmy, o której musimy być na dole, aby zdążyć, dojechać do hotelu na kolacje. I to była jedyna nasza granica na ten dzień.

Co jakiś czas sięgaliśmy po telefony, aby nagrać jakiś filmik, czy też zrobić zdjęcie (ab było od razu pod ręką) czy po aparat. Pogoda z początku była bardzo łaskawa — było chłodno, pochmurnie (co widać na zdjęciach) i nie padało.
Na początku.
Im wyżej, tym zdarzały się momenty, że coś z nieba spadło.
A to mżawka.
A to bardzo drobny deszcz.
Jednak na to byliśmy przygotowani — nasze kurtki, jak i buty zdały rewelacyjnie egzamin.

Po około 3 godzinach docieramy nad Morskie Oko.
I tu nasze ubranie przechodziło tak naprawdę chrzest. Zaczyna padać. Ale już nie tak jak wcześniej — tylko jest to regularny deszcz. Nie za mocno ale na tyle upierdliwy, że już nawet kaptury mieliśmy naciągnięte na głowy.
Co i tak nas nie uchroniło — ja miałem mokrą czapkę, Karolina włosy na głowie.
Za późno założyliśmy te kaptury.

Będąc pod schroniskiem — zeszliśmy nad samo Morskie Oko i odeszliśmy od tego całego tłumu w prawą stronę.
Po około 100 metrach Karolina znalazła miejsce, gdzie można było zejść prawie do samej wody i nie było nikogo.
Gwarantowało to nam chwile oddechu, prywatności i możliwości delektowania się pięknymi widokami.
Trochę to wszystko psuł nam deszcz, gdzie robiąc zdjęcia musieliśmy także uważać gdzie, na co i jak stajemy — aby sobie nie zrobić krzywdy.
Na wstępie zostaliśmy „opieprzeni” przez kaczkę — widać ktoś musiał ja karmić a my świadomie nic jej nie daliśmy.
Świadomie, bo nie dokarmiamy dzikich zwierząt.
Wiewiórki z Łazienek są „na półdzikie” i mimo dokarmiania (tylko orzechami) to potrafią fuknąć i iść sobie.
Spędzamy tutaj chwilę czasu na robieniu zdjęć, kręcąc filmy, robiąc sobie zdjęcia.
Wracając zatrzymujemy się jeszcze przed schroniskiem i robimy sobie kilka pamiątkowych zdjęć.

Po tym wszystkim rozpoczynamy zejść w dół.
Pogoda dalej nam nie jest łaskawa co czujemy już w dłoniach.
Mimo iż mamy je zimne i mokre to humory nam dopisują.

Droga w dół była dla nas już o tyle łatwiejsza, że wiedzieliśmy co jest za zakrętem. Sama trasę mieliśmy już podzieloną na etapy. I tak swoim tempem pokonywaliśmy kolejne etapy.

Jedynie w samej już końcówce trasy oznaki zmęczenia wykazywały nasze stopy.
Po blisko 7 godzinach — co nie jest jakimś wybitnym wynikiem mijamy szlaban stanowiący początek/koniec trasy na Morskie Oko. Po dojściu do samochodu szybka zmiana butów — co za ulga i ruszamy do hotelu.

Tutaj muszę wrócić na chwilę do naszego zejścia.
Podczas samego już schodzenia Karolina wpadła na pomysł co robić następnego dnia.
Pierwotny plan zakładał — że droga na Morskie Oko nas zmorduje do tego stopnia, że jedyne co będziemy chcieli robić to leżeć cały dzień w basenie. Rzeczywistość okazała się jednak dość łaskawa i, mimo iż czuliśmy w nogach te blisko 19 km (w obie strony wg AppleWatch) to mieliśmy jeszcze dość siły na to, aby coś innego zrobić, niż siedzieć i moczyć się w basenie.
Urodził się pomysł: wjeżdżamy kolejką na Kasprowy wierch i potem schodzimy w dół na nogach.
Mnie to się bardzo ten pomysł spodobał — jedynie co mnie ciekawiło to, jak to wygląda od strony organizacyjnej,
To zostawiliśmy sobie jak wrócimy do hotelu, aby podpytać w recepcji.
Po powrocie zapytaliśmy w recepcji jak to wygląda.
I tu nasze zapędy zostały ostudzone. Niestety.
Miły Pan w recepcji powiedział, że najlepiej jest kupować bilety online (sic, że na to wcześniej nie wpadłem) z wyprzedzeniem — bo dają tylko pulę 40 biletów na daną godzinę do sprzedaży online (i ona się bardzo szybko rozchodzi). A druga rzecz — aby rano zobaczyć widok z kamery na dolna stacje kolejki na Kasprowy Wierch. Jeśli będzie tam kolejka — to raczej sobie odpuścić — bo będzie to znaczyło, że w samej kolejce spędzimy od godziny (w najlepszym układzie) do nawet 2/ 2,5 godziny.
Podziękowaliśmy i poszliśmy do pokoju ogarnąć się i zejść na kolację.

Tak jak i śniadanie kolacja nas nie zawiodła. Z apetytem zjedliśmy to, co sami wybraliśmy z dostępnych dań.
Po kolacji zgodnie z planem wrodziliśmy do pokoju przebraliśmy się i poszliśmy na basen.

Przed wejściem na basen jest SPA. I Karolina stwierdziła, że chce iść na masaż. Po przejrzeniu i wybraniu odpowiedniej pozycji została kwestia ustalenia godziny. Wybór (trochę za moją namową) padł na 18 następnego dnia.

Jak już mieliśmy to wszystko ustalone — poszliśmy na basen.
W basenie zewnętrznym (jeszcze tym pod daszkiem) znaleźliśmy takie miejsce, gdzie się siedzi na metalowej konstrukcji a z niej lecą bąbelki powietrza. I jest to takie duże jacuzzi. Przesiedliliśmy tam blisko 2 godziny zmieniając sobie miejsca.

Po powrocie z basenu usiadłem do laptopa, aby zgrać zdjęcia z aparatu.
Po podłączaliśmy się do ładowarek, aby uzupełnić zapasy energii w zegarkach i telefonach.

Kładąc się spać sprawdziłem ilość kroków za dziś — blisko 32 tys.
I z tą myślą — że był to udany, dobrze wykorzystany dzień, poszliśmy spać.